Gruzja stanowi osobliwy zakątek świata, posadowiony na kulturowym pomoście między Europą i Azją, zawieszony gdzieś w przestrzeni, w której wszystko niby panta rhei, ale nie do końca. Dawny świat odchodzi w niepamięć, nadal o sobie przypominając. Miks starych i nowych gruzińskich realiów czasami trudno zrozumieć komuś, kto przyjeżdża tu na krótki urlop. Wtedy dostrzega się tylko to, co na wierzchu. Jest oszałamiająco pięknie. Zabytków – co niemiara! Ludzie cudowni, 1500-letnie tradycje wciąż żywe, wino podczas supry leje się strumieniami, atmosfera przednia. Żyć nie umierać, hulaj dusza! I to wszystko najprawdziwsza prawda – a jednocześnie zaledwie półprawda.
Pod spodem Gruzję tworzą kilometry niezadeptanych szlaków – tych realnych i tych metafizycznych, spowitych siecią wieloaspektowych znaczeń. Nie da się w nich połapać kwadrans po wysiadce na lotnisku w Tbilisi. Trzeba wniknąć głębiej, by naprawdę pojąć lokalną rzeczywistość i żywiołowo-melancholijnego ducha narodowego, a także spróbować dojrzeć Gruzję z czasów, zanim stała się ona mekką spragnionych dzikości podróżników. Mówię to z ręką na sercu – i dlatego za pośrednictwem „PolakoGruzina” zabieram cię w podróż do innego gruzińskiego wymiaru, gdzie niejedno cię jeszcze zdziwi.
Zdaję sobie sprawę, że trudno w powyższe uwierzyć. Panuje bowiem przekonanie, że każdy już w Gruzji był. Że nie zostało tu nic do odkrycia. No i że wszyscy powiedzieli i napisali o tym kraju tyle, że więcej naprawdę nie trzeba. Jednak to, co ludzie mówią i piszą o Gruzji, jest zaledwie wierzchołkiem całkiem sporej kaukaskiej góry!
Gruzja wciąż pozostaje niezgłębiona i pełna białych plam – na mapie zarówno geograficznej, jak i społeczno-kulturowej. O tych wszystkich fenomenach opowiadam w „PolakoGruzinie”. Bo wiem, że tu i ówdzie nie docierają nawet rasowi podróżnicy. Aż za dobrze wiem też, że istnieje w Gruzji fascynujące życie, którego zwiedzający w pośpiechu niestety nigdy nie mają okazji doświadczyć. Z drugiej strony jestem świadomy, że im więcej osób tego próbuje – tym bardziej Gruzja jawi się jako kraj na pokaz, w którym już nic nie jest takie jak dawniej. To iluzja. Gruzini do perfekcji opanowali grę w pozory i tylko wytrawny obserwator lub ktoś zakotwiczony w gruzińskim uniwersum jest w stanie zajrzeć za zamknięte drzwi. I tam właśnie cię zabieram.
Uczciwie przyznaję, że „PolakoGruzin” to Gruzja bez ściemy. Piękna i brzydka, słodko-gorzka. W książce pokazuję kraj, w którym żyję i z którego pochodzą moi przodkowie dokładnie takim, jakim on jest. Autentycznie, bez owijania w bawełnę i sztucznego idealizowania, ale również z niekłamanym zachwytem nad naturalnym urokiem majestatycznego Kaukazu, respektem wobec skomplikowanej gruzińskiej historii oraz niezmiennym szacunkiem do kaukaskiego dziedzictwa, które płynie w moich żyłach i którym dzielę się z niewysłowioną przyjemnością!










