Życie w minimalu

Przy którymś z kolei z letnich rejsów LOT-em między Warszawą a Tbilisi przeczytałem artykuł w pokładowym magazynie „Kaleidoscope” o minimalizmie w życiu („Minimalizm to nie ascetyzm”, „Minimalism is not a asceticism”).

[to zawsze na początku jest eksperyment. A potem

wszystko, co masz, mieścisz w bagażu podręcznym]*

Jeden z bohaterów tekstu, Orest Tabaka, wywołał niemałe poruszenie gdy wylądował w Kanadzie ze skromnym bagażem podręcznym i ze spokojem oświadczył lokalnym celnikom, że przyjechał na dłużej a jego niewielki czemodan zawiera cały dobytek. 6 t-shirtów, 1 para spodni, 2 bluzy, kurtka, bielizna, outfit do biegania i 4 pary butów, komputer, telefon, wszystko, co niezbędne do przeżycia, upchnięte w 50 cm2. Dojście do takiego levelu zajmuje chwilę czasu. W końcu życie trwa i rozprasza. Łatwiej i praktyczniej jest więc podjąć życie w minimalu.

[+ 999 EXP]

Kilka miesięcy wcześniej doszedłem do podobnego momentu. Książki, płyty, ubrania, plakat z „Gry o tron” w plastikowej antyramie, wieżę hi-fi spakowałem „na raz” do Forda Focusa. W Bydgoszczy zostało mieszkanie i kilka mebli, z którymi nie mam już dzisiaj żadnej więzi. Z życiem w Gruzji startowałem z dwiema walizkami i plecakiem. W Tbilisi jest kilka moich koszul, dwie pary butów i gruzińska czocha – ludowy strój. Dziś w Warszawie zajmuję jedną szufladę w komodzie i plecak. Sprawdzałem, jestem w stanie spakować się w kilka minut. Jak podczas alarmu ciężkiego w harcerstwie.

Stan na dziś – 4 t-shirty, 3 pary spodni, bielizna, 1 kosmetyczka, 3 pary butów, strój do biegania, laptop, telefon, słuchawki, kalendarz. Nie mam samochodu, nie mam mebli, nie mam odkurzacza, telewizora, nie mam mieszkania, to znaczy mieszkanie jest ale w nim nie mieszkam. Jestem bezpaństwowcem, żegluję pod swoją flagą. Coś tam zostało w Tbilisi, coś tam zalega w Zalesiu. Większość mogła by już nie istnieć. Pracuję cały czas i wszędzie gdzie jestem, całą działalność biznesową starałem się przerzucić do Internetu i trzymać pod kontrolą w telefonie.

[praktyczne porady?]

Bierzesz worek na śmieci, sortujesz rzeczy, których nie używasz. Ubrania można sprzedać, zanieść do lumpeksu lub oddać potrzebujących. Pamiątki, bibeloty – trzeba odciąć się od emocjonalnego backgroundu. Muzyka, filmy? Przenieść na komputer choć ja tego nie umiem. Książki – oddać do biblioteki. Co jeszcze jest niby niezbędne do życia? Zrób eksperyment i spakuj się w godzinę. Wtedy będziesz wiedzieć co jest Ci tak naprawdę potrzebne. Jeden dzień MUSI wystarczyć.

Ogromną zaletą jest praktyczność systemu. Masz niewiele więc nie zrobisz bałaganu, nie trzeba będzie ciągle przerzucać pierdół z kąta w kąt. Jest szybciej, konkretniej i rzetelniej a każda z posiadanych rzeczy ma o wiele większą wartość. W końcu została ocalona.

 Casablanca’s quote:

„Jaka jest pańska narodowość?

Jestem pijakiem”

[LEVEL UP]

[z czego nie umiem zrezygnować]

– książki – nie przekonują mnie czytniki e-booków.

– płyty winylowe/cd, kasety magnetofonowe – część jest w Tbilisi, część w Zalesiu.

– konsole, gry na konsole.

– pamiątki w małym drewnianym pudełku (kilka rzeczy moich dzieci z okresu ich niemowlęctwa – smoczki, skarpetki, body, te sprawy).

[z czym było najłatwiej się rozstać]

– ubrania

– kosmetyki

– meble

W naturze mamy ciągły ruch, podróżowanie jest celem samym w sobie. Ekspaci i zboczeńcy, wywrotowcy i szaleńcy. Pchamy ten swój majdan tam gdzie nas poniesie los/pieniądze/miłość/wpisz co uważasz, ziom. Już dawno Ciebie nie ma a ja wciąż słucham Twoich płyt i wracam na letniska. Tam gdzie nas rzucono.

Cytat pochodzi z tekstu w magazynie „Kaleidoscope” (lipiec-sierpień 2014.

Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

ZOSTAW KOMENATZ

POWIĄZANE WPISY