Zwiedzanie Tuszetii (cz. 1)

Zwiedzanie Tuszetii

Są nadal w Gruzji miejsca, do których docierają nieliczni. Spragnionym przyrody polecam przede wszystkim niedostępną Tuszetię – krainę położoną w granicach Kachetii, na styku Czeczenii i Dagestanu.

Tuszetia wciąż jest dziewicza w przeciwieństwie do bardzo popularnej Swanetii.

Poniżej przedstawiam impresje mojego kolegi Radka Wiśniewskiego, któremu zasugerowałem wyjazd do Tuszetii i który zgodził się podzielić swoimi odczuciami.


Zwiedzanie Tuszetii (gruz. თუშეთი)

Poznani w Lagodekhi lekarze pojechali dzień przed nami.

Zwiedzanie Tuszetii

Myśmy potrzebowali jednego dnia na wypad pod wodospad Gurgeniani pod Lagodekhi zwany też „Dużym Wodospadem”. Zatem dopiero następnego dnia, po powrocie, jedziemy do Pshaveli, gdzie pod sklepem czeka już Gaspadin Soso ze swoim Nissanem Patrolem. W środku auta jest zaopatrzenie dla Dyrekcji Parku Narodowego, dwóch Gruzinów i… niewiele miejsca dla nas. M. siada od strony okna – ma chociaż rączkę do podtrzymywania się, a ja nic. Siedzę pośrodku, na miejscu, gdzie normalnie jest podłokietnik, i trochę macham rękami. W końcu zaczepiam się palcami wskazującymi o pręty, na których mocowane są podłokietniki. Kierownica w samochodzie jest po prawej stronie.

To częsty widok na Kaukazie, przyszłość dla Polski. Nie wiedzieć czemu wielu ludzi na Kaukazie ma samochody z kierownicą z prawej strony przy prawostronnym ruchu. Pewnie są wyraźnie tańsze od tych z kierownicą z lewej, a żadne przepisy nie zabraniają ich użytkować w kraju, gdzie obowiązuje ruch prawostronny. Kroniki milczą na temat tego, jakie są społeczne koszty tańszych samochodów na drogach.

Droga do Tuszetii, z początku – jak to w Kachetii – równinna, szybko zaczyna się wspinać ku górze, najpierw nieśmiało, potem coraz wyżej, leśnymi wąwozami o stromych, częściowo skalistych ścianach. A potem coraz wyżej, aż zbocza utracą drzewa, a przepaść, gdy się spojrzy w dół, osiągnie jakieś 800, może 1000 metrów… a może i więcej. Na poboczach co chwila tabliczki, tablice, kapliczki pamięci tych, co nie dojechali, i butelka czaczy z plastikowym kubkiem, żeby też wypić zdrowie tych, którzy zostali tu na zawsze. Najprostsza droga z Gruzji do Tuszetii prowadzi przez przełęcz Abano – 2906 metrów nad poziomem morza. To zarazem najniższa przełęcz w pasie gór oddzielających Tuszetię od Gruzji. Większość Kachetii leży na wysokości nie większej niż 500–600 metrów nad poziomem morza, więc do pokonania jest ponad 2,5 kilometra przewyższenia. Tak, te skarpy i strome zbocza mogą mieć po kilometr i więcej lotu w dół. Zastanawia cię tylko, gdzie uchodzą wszystkie rzeki, które płyną przez Tuszetię. No chyba nie przez przełęcz…

Zwiedzanie Tuszetii

Gruzja to ciekawy kraj, ale w to, że potoki płyną pod górę, jednak nie uwierzysz. „Wsie uchadit w Dagestan” – powie i pokaże za trzy dni Gaspadin Erakli na ruinach starego Diklo zwieszających się jak orle gniazdo nad wąwozem. Tymczasem temperatura w samochodzie spada lawinowo – z początkowych 38°C w okolicach Pshaveli do 18°C w czasie zjazdu z Abano w stronę Omalo, żeby ustabilizować się na poziomie stałych 25°C przy podjeździe na płaskowyż Omalo, na którym od dolnego do górnego piętra rozłożyło się kilkadziesiąt domów i Dyrekcja Parku. Budynku Dyrekcji Parku nie widać na Google Earth Map, bo zbudowano go dopiero w roku 2010 i – jak to wiele budynków w Gruzji – niby nowy, a już ząb czasu odcisnął na nim swoje piętno.

Pomysłowa drewniana architektura, ukrycie budynku za ścianą lasu – to wszystko miało sens. Ale w ścianę gwóźdź niewbity, a ogród nieplewiony. Bo oto okazuje się, że prądu, wody i wszystkiego trzeba używać oszczędnie, bowiem ośrodek jedzie wyłącznie na bateriach słonecznych. Nowocześnie, ekologicznie i przez to prawie nic nie funkcjonuje. W pokoju można więc znaleźć telewizor, gniazdka sieciowe, a nawet osiem lamp sufitowych, ale w zasadzie nic z tego nie działa, bo wszystko ma energię z solara. Kiedy M. mówi rano „zapal światło”, ma na myśli otwarcie drzwi na balkon. Nawet sala ekspozycyjna – przestronna, z ładnymi planszami – w słoneczne dni tonie w ciemnościach, przez co kształtu ekspozycji można się miejscami tylko domyślać. Opiekujący się ekspozycją wolontariusz z uniwersytetu w Telavi woli rozmawiać po angielsku niż po rosyjsku – znak czasu. „Co zrobisz za rok, studencie” – myślę i pytam, a on mówi, że jeszcze nie wie, ale może kupi samochód z napędem na cztery koła albo konia i będzie jeździł z turystami po Tuszetii.

Na razie – aby do jesieni, do października. Bo Tuszetyńcy nie mieszkają w swojej pięknej Tuszetii przez cały rok, tylko od wieków przyjeżdżają, przychodzą przez Abano i zostają do października, póki śnieg nie zacznie padać. Kiedy zaczyna sypać, wracają do Alvani i Kvemu-Alvani, które to miejscowości i ziemie przyznał im król Lewan, władca Kachetii w XVI wieku, w zamian za służbę wojskową, gdy ojczyzna wzywała.

Zwiedzanie Tuszetii

A wzywała często. I podobnie jak Swanowie, mimo poczucia odrębności, czują się Gruzinami, a zarazem Tuszetyńcami – a nie jak Abchazowie czy Osetyjcy, u których poczucie krzywdy i odrębności wydaje się dużo starsze niż Rosji maczanie palców w Kaukazie, starsze w ogóle od istnienia Rosji jako mocarstwa ze stolicą w Moskwie.

Zwiedzanie Tuszetii

Na zimę zostaje w Tuszetii 100, może 200 osób w przysiółkach Szenaki, Dartlo i w Omalo. I taka to kraina, taki lud – ani stały, ani koczowniczy. Jakby nawet ktoś chciał zimą przejechać do Omalo, to będzie mu trudno – zaspy podobno do ośmiu metrów i 60 kilometrów drogi.

Skąd biorą żywność? Polegają na zapasach z lata, oprócz tego helikopter dostarcza ją trzem pogranicznikom w Diklo, którzy z trzema kałachami i dziewięcioma magazynkami oraz radiostacją strzegą dzielnie granicy, by co nie przyszło z Dagestanu.

Autor: Radek Wiśniewski

Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

1 Comment

  1. Odpowiedz

    Dorota

    12 września 2015

    Coś wspaniałego …

ZOSTAW KOMENATZ

POWIĄZANE WPISY