Zwiedzanie Nekresi

Przed nami wciąż mnóstwo atrakcji w Kachetii. Jedną z nich jest niewątpliwie zespół klasztorny Nekresi (IV–VI wiek) z nieco mroczną i działającą na wyobraźnię nazwą. Spokojnie, nadal jesteśmy w jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi! Na malowniczym zboczu jednego z pasm Wysokiego Kaukazu osadnictwo pojawiło się już w II wieku p.n.e. Pierwszą cerkiew wybudowano w IV wieku n.e. Następnie w VI wieku opatem został tutaj św. Abibos zwany również Habibem, jeden z tzw. Trzynastu Ojców Syryjskich, którzy krzewili chrześcijaństwo na wschodzie Gruzji.

Ciekawostką jest, że Abibos władający Nekresi w czasach, gdy Gruzja znajdowała się pod panowaniem Persji, dopuścił się znieważenia lokalnej świątyni Zoroastrystów, wyznawców pierwszej monoteistycznej religii na świecie. Ów święty męczennik, jak gdyby nigdy nic, wziął kubeł zimnej wody i zszedł z góry do stóp opactwa, by ugasić czcicielom ognia ich wieczny płomień. Został za to skazany na perskim dworze na śmierć przez ukamienowanie. Jak by nie patrzeć, nienawiść na tle religijnym była popularna również na początku naszej ery. Mimo niesportowej postawy, jak wielu innych przed nim i po nim, Abibos został później uznany świętym chrześcijańskim.

Co roku w trakcie święta Nekresoba składa się tutaj ofiary z młodych baranów – wyłącznie nieskalanych samców. To jeden wielu przedchrześcijańskich zwyczajów na terenie Gruzji. Atmosfera przypomina piknik. Mieszkańcy regionu zjeżdżają się całymi rodzinami, by jak najszybciej wrzucić coś na ruszt. Najpierw msza, później mord, a na końcu biesiada. Wszystko w porządku.

Do zespołu klasztornego położonego 800 metrów n.p.m. można dostać się na dwa sposoby. W sezonie, od maja do października, na trasie jeździ marszrutka, która wozi zwiedzających malowniczą drogą około 1,5 kilometra pod górę. Kierowca czeka 30 minut na górze – tyle wystarczy, by zwiedzić cały kompleks. Na terenie mamy kilka kaplic, pałac biskupi i ruiny osady. W jednej sali można także zobaczyć gruziński „marani” – piwniczkę, w której mnisi produkowali wino tradycyjną gruzińską metodą.

Niektórzy wybierają pieszą przeprawę, co polecam wszystkim, którym nieobcy jest wysiłek fizyczny.

I tutaj też mam do przytoczenia anegdotę. Gdy wreszcie dotarłem na górę, cały blady jak ściana, spotkałem tam młodych Gruzinów, którzy – jak to oni – zagaili mnie standardowym „skąd jesteś?”. Gdy odpowiedziałem, że z Polski, bardzo się uradowali i w prezencie otrzymałem coś, co na pierwszy rzut oka przypominało butelkę coli. Byłem tak spragniony, że chciałem wydoić całość na raz. Niestety (albo i stety) w środku nie było coli, ale… gruzińska wódka czacza, samogon o mocy 70%.

Postanowiłem go rozpić wieczorem przy filmie „Mroczny Rycerz powstaje”.

Do dziś nie pamiętam większości fabuły. 😉

shutterstock_179260385

Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

ZOSTAW KOMENATZ

POWIĄZANE WPISY