Z widokiem na Kazbek

W Gudauri – zimowym „kurorcie” na poziomie 2200 metrów n.p.m. – każdy radzi sobie ze snem, jak potrafi. Niektórzy odpływają błyskawicznie i śpią snem sprawiedliwych. Inni, w tym ja, kręcą się nerwowo w nadziei, że po kolejnej godzinie w końcu uda się im zamknąć oczy. Nie zliczę, ile odcinków seriali tu obejrzałem podczas każdego z pobytów. Nie wiem, co innego można robić w Gudauri w nocy. Sklep przy stacji benzynowej otwarty jest do 18:00, nie ma żadnej knajpy ani miejsca, do którego można się przejść. Jest ciemno i duszno i nie ma nawet kelnera, który mógłby nas olać. Jest oczywiście rozwiązanie – konkretnie się napić – ale nam, Europejczykom, nie radzę spożywać mocnych alkoholi na takiej wysokości. Krew jest rozrzedzona, organizm reaguje inaczej. Można się obudzić w środku nocy z bezdechem albo potwornym bólem głowy. No nic, byle przetrwać do świtu, bo wciąż jest dalsza część Gruzińskiej Drogi Wojennej do pokonania. Poprzednio pisałem o odcinku Mccheta–Ananuri–Pasanauri–Gudauri. Dziś jedziemy dalej.

Gruzińska Droga Wojenna – Gudauri–Stepancminda (Kazbegi)–Wąwóz Darialski

Na trasie mijamy dziesiątki tirów, które kłębią się co jakiś czas w kilkukilometrowych kolejkach. Kierowcy skarżą się na opieszałość rosyjskich celników, którzy puszczają po kilka aut, a później trzeba czekać godzinami na kolejny rzut. Inna sprawa, że bez posmarowania nie pojedziesz. Nie dasz w łapę, to będziesz gnić tu tygodniami, towarzyszu, aż w zimę drogi staną się nieprzejezdne. Jak wygląda granica? Najpierw jest posterunek Gruzinów, później kilka kilometrów tunelu – strefy buforowej – i dopiero stoją Ruscy.

Rosjanie do Gruzji wjeżdżają obecnie bez wizy – taka gruzińska uprzejmość i otwartość po rosyjskiej agresji w 2008 roku. Gruzini do Rosji wizę mieć muszą. Ot, cała sprawiedliwość w kaukaskim kotle.

Gruzińska Droga Wojenna – Gudauri–Stepancminda

Pierwszym przystankiem na trasie za Gudauri jest niszczejący i absurdalny „pomnik przyjaźni gruzińsko-rosyjskiej 1783–1983”

pomnik przyjaźni gruzińsko-rosyjskiej 1783–1983

(fot. panoramio.com)

pomnik przyjaźni gruzińsko-rosyjskiej 1783–1983

Muszę sobie kupić ten patyk do zdjęć. 😉

Drugi przystanek – słynna Przełęcz Krzyżowa, najwyższe miejsce na Gruzińskiej Drodze Wojennej

Przekraczamy najwyżej położone miejsce na drodze – Przełęcz Krzyżową na poziomie 2395 metrów n.p.m. Tutaj jest także strefa wododziałowa. Po prawej stronie strumienie zasilające rzekę Aragwi (dwie rzeki Aragwi – Czarna i Biała – łączą się i już jako jedna rzeka wpadają do Mtkwari) płyną na południe, po lewej stronie bierze swój początek słynna rzeka Terek, płynąca przez Czeczenię na północ. Obie rzeki wpadają do Morza Kaspijskiego.

Przełęcz Krzyżowa

Trzeci przystanek – lokalne Pamukkale z kwaśną wodą

Warto połazić po skałach, cały czas ścieka nimi woda, ale przyczepność jest bardzo dobra, a woda z położonego po drugiej stronie drogi źródełka przy straganach ma intensywny, metaliczny posmak.

Pamukkale z kwaśną wodą

Czwarty przystanek – jesteśmy w Stepancmindzie

Do granicy z Rosją jest stąd 12 kilometrów. Stepancminda to ostatni większy ośrodek miejski przed granicą. Życie tutaj trwa tylko przez kilka miesięcy w roku. Później kto może i posiada rosyjskie obywatelstwo lub wizę, jedzie dalej, na przykład do rodziny w Osetii Północnej, by przetrwać zimę. Właściwie jedynym zajęciem zarobkowym, za które można się tu zabrać, jest turystyka, a dokładniej wożenie turystów do malowniczo położonej cerkwi Cminta Sameba. Główny plac miasta pęka w szwach od terenowych ogórków mitsubishi delica sprowadzonych z Japonii, a więc z kierownicą po prawej stronie, i starych ład niw z napędem 4×4. W oczekiwaniu na naszego speca od transportu – Ramaziego – siedzimy na ławce pod pomnikiem Aleksandra Kazbegi (1848–1893), słynnego gruzińskiego pisarza pozytywisty, który porzucił wielkomiejskie życie, wrócił w rodzinne strony i zajął się wypasem owiec, a tymczasem znajoma Gruzinka, Nino, śmieje się z akcentu lokalsów. W każdym zakątku Gruzji ludzie gadają zupełnie inaczej. Każdy region to odrębna grupa etniczna i inny język. Czasem trudno się dogadać, podobnie jak w Norwegii. 😉 Gruzini uwielbiają się kłócić o prawdziwą gruzińskość i ja też zacząłem się łapać na tym, że rozmawiając z kimś znajomym, mówię mu na przykład „przecież ty nie jesteś Gruzinem, jesteś Megrelem!”.

Oryginalna gruzińska nazwa miasta pochodzi od św. Szczepana, a konkretniej od mnicha o tym imieniu, który jako przedsiębiorczy ojczulek uruchomił na Gruzińskiej Drodze Wojennej pierwszy punkt poboru opłat za przejazd. W 1925 roku zgodnie z sowiecką wykładnią zmieniono nazwę na świecką – Kazbegi. W 2006 roku Gruzini wrócili do wcześniejszej wersji, ale w wielu przewodnikach, opisach, w marszrutkach i na stronach internetowych obie nazwy występują losowo – w sumie po drodze z moją ukochaną radosną gruzińską anarchią.

Stepancminda - centrum

Moją ulubioną knajpą w mieście jest ta u Shoreny, gdzie pracuje mówiący po polsku kelner Rudolf. Trudno nie trafić, bo znajduje się ona w samym centrum miasta, gdzie zatrzymują się wszystkie marszrutki. Widać ją w prawym dolnym rogu powyższego zdjęcia.

I jeszcze słówko o Aleksandrze Kazbegim – jego najsłynniejsze dzieło opowiada o gruzińskim Robin Hoodzie – Kobie. Historia tak się spodobała Józefowi Stalinowi, że na początku swojej rewolucyjnej kariery przybrał właśnie taki pseudonim. Ładnie, prawda?

Piąty przystanek – Gergeti, cerkiew Cminda Sameba

Każdy, kto interesuje się Gruzją, już dziesiątki razy zetknął się z „widokówkowym” przedstawieniem cerkwi w górach. To Cminda Sameba (XIV wiek) zbudowana na wysokości 2170 metrów n.p.m. Ciągną tutaj turyści i wierni – ponoć zdarzało się, że krew się lała z ikony z Matką Boską, którą znajdziecie w środku, po lewej stronie. Ciekawostką jest, że kościół przez wiele lat był opuszczony i jeszcze w 2006 roku służył jako noclegownia dla tych, którzy zaczynali wspinaczkę na Kazbek.

Na ogół wjeżdżam tutaj z turystami jako pasażer upchnięty w mitsubishi delice, ale mogę się pochwalić, że raz wjechałem tu sam ładą niwą. Jest okazja, więc nie zaszkodzi przypomnieć. 😉

Przejazd ze Stepancmindy do Cminda Sameba zajmuje około pół godziny w jedną stronę. Ci, co idą pieszo, potrzebują przeznaczyć na to półtorej godziny. Na trasie mija się typowe gruzińskie cmentarze z miejscami do biesiadowania przy zmarłych, a później już głównie liczne namioty śmiałków, którzy chcą zdobyć Kazbek.

10470771_587193041391580_3783843876326925448_n

cerkiew Cminda Sameba

cerkiew Cminda Sameba

cerkiew Cminda Sameba - wnętrze dojazd do cerkwi Cminda Sameba

Z widokiem na Kazbek

Z tarasu przed Cminda Samebą jest świetny widok na wierzchołek góry Kazbek (5047 metrów n.p.m.). Z mojego doświadczenia wynika, że najlepszą widoczność można złapać w połowie czerwca. W pozostałych miesiącach Kazbek jest kapryśny i chowa się za chmurami. Sezon wspinaczkowy trwa od czerwca do października. Po gruzińsku góra nazywa się Mkinwarcweri (gruz. მყინვარწვერი), czyli Lodowy Szczyt. Z Kazbekiem związanych jest wiele legend, m.in. ta mówiąca o położonej powyżej 4000 metrów jaskini Betlejem, w której rzekomo przechowywane jest łóżeczko jezusowe ze stajenki czy namiot Abrahama. Faktem jest, że pierwszego zdobycia dokonali Brytyjczycy w 1868 roku. Kazbek jest popularnym celem wspinaczek i niestety według obiegowych opinii można go zdobyć na kacu po całonocnej balandze, bez żadnego sprzętu i przygotowania. Mam nadzieję, że zapał gorących głów ostudzi informacja, że na przestrzeni ostatnich lat wśród ofiar śmiertelnych byli też Polacy. Zdobycie Kazbeku faktycznie nie jest bardzo trudne technicznie, ale należy przeznaczyć na niego trzy–cztery dni i przestrzegać zasad aklimatyzacji, a także posiadać odpowiedni sprzęt, który można oczywiście wypożyczyć na miejscu.


Przykładowy plan:

1. Start od monastyru Cminda Sameba(2170 metrów). Rozpoczęcie pieszej wyprawy do Betlemi Hut – stacji meteorologicznej (3653 metrów). Nocleg w Betlemi Hut.

WARUNKI W STACJI METEOROLOGICZNEJ SĄ PROSTE (SPANIE NA POTRÓJNYCH DREWNIANYCH „ŁÓŻKACH” W ŚPIWORACH. PRĄD DZIAŁA TRZY GODZINY DZIENNIE, WODA PITNA JEST DOSTĘPNA CAŁY CZAS). NIE ZAPOMINAJCIE, ŻE W GÓRACH NIE MA INTERNETU ANI INNEJ STANDARDOWEJ KOMUNIKACJI, WIĘC BĄDŹCIE GOTOWI NA CZERPANIE PRZYJEMNOŚCI Z TOWARZYSTWA CZŁONKÓW GRUPY.

2. Betlemi Hut (aklimatyzacja 4300 metrów). Wcześnie rano, po śniadaniu, podejście do lodowca Gergeti. Podczas aklimatyzacji wejdziemy na 4300 metrów i nauczymy się, jak chodzić w klasycznych rakach i czekanie, oraz reakcji na nieoczekiwane sytuacje przed szczytem. Powrót do Betlemi Hut, nocleg.

3. Betlemi Hut (aklimatyzacja do 4500 metrów lub podejście na szczyt Kazbeku, 5033 metrów) – pobudka o 1:00 w nocy, śniadanie i start na szczyt Kazbeku. W zależności od warunków pogodowych i czasu podejścia powinniśmy być na szczycie około godziny 8:00–11:00 rano. Jeżeli pogoda nie będzie dobra, wrócimy na stację i zostaniemy jeszcze jedną noc.

4. Jeśli udało się zdobyć szczyt, to tego dnia powrót do Stepancmindy.


Potrzebujesz profesjonalnej pomocy przy zdobyciu Kazbeku? Śmiało, proszę o kontakt – opracuję program albo wskażę sprawdzonych specjalistów na miejscu.

Minimalne wyposażenie do zabrania z Polski:

Odzież górska, buty wysokie – trekkingi, ciepła kurtka odporna na wiatr, spodnie termiczne, dwie pary rękawiczek etc., czołówka, okulary przeciwsłoneczne zapakowane w plecaku, sprzęt osobisty (lekarstwa, jedzenie i inne).

Co można wynająć na miejscu:

Butla z gazem, palniki i bojlery, raki, czekany, liny i oczywiście obsługa przewodnika.


 

Po górskich trudach w końcu zjeżdżamy ogórkami lub ładami do Stepantsmindy. Czas na kawę i czaczę, czaczę i kawę, lunch i pora wracać znaną już Gruzińską Drogą Wojenną w doliny


 

IMAG4231 IMAG4224

Na zakończenie bonus 🙂

I jeszcze jedziemy kawałek w kierunku Rosji,

żeby zobaczyć ciągnący się przez trzy kilometry Wąwóz Darialski nazywany Wrotami Kaukazu, głęboki nawet na 1000 metrów.

Wąwóz Darialski nazywany Wrotami Kaukazu

Wąwóz Darialski nazywany Wrotami Kaukazu Wąwóz Darialski nazywany Wrotami Kaukazu


Zobacz także SPIS TREŚCI, gdzie znajdziesz wszystkie pozostałe wpisy o zabytkach Gruzji, jej historii i kulturze


Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

14 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Mona

    25 września 2015

    Nie jestem górskim łazikiem, ale pomnik przyjaźni polsko-gruzińskiej chętnie bym zobaczyła. Trochę mi przypomina bułgarską monastrię Rila.

    A samo prowadzenie Łady, to dopiero musi być czad 😀

    • Odpowiedz

      PolakoGruzin

      25 września 2015

      Czad, dokładnie 🙂 Nawet zastanawiałem się czy nie kupić sobie takiej Łady do jazdy w Gruzji lub w Polsce.

  2. Odpowiedz

    Marcin - NRWTrip

    25 września 2015

    Ten pomnik przyjaźni bardzo efektowny… super to wygląda. Widocznie relację się oziębiły skoro o to nie dbają…

    • Odpowiedz

      PolakoGruzin

      25 września 2015

      Ociepliły jak najbardziej ale Gruzini dbają głównie o cerkwie a nie o jakieś stare pomniki 😉

  3. Odpowiedz

    PatTravel

    25 września 2015

    Wygląda znajomo, nawet tytuł taki sam ;p

    • Odpowiedz

      PolakoGruzin

      25 września 2015

      Tak? Sorry, wypadek przy pracy 🙂

  4. Odpowiedz

    Agnieszka

    27 września 2015

    Co do wiz Rosyjskich to niestety Gruzini nie mogą sobie pozwolić na wprowadzenie ich z jednej prostej przyczyny, są mocno uzależnieni od swoich północnych sąsiadów. A Rosja jak to Rosja, z takiej przyczyny mogą poczuć się obrażeni i zaprzestać importu/eksportu od Gruzinów.
    Zdjęcia wspaniałe a relacja naprawdę udana 🙂

    • Odpowiedz

      PolakoGruzin

      27 września 2015

      Dziękuję 🙂 Trudno kraikowi, w którym mieszka jakieś 4,5 mln ludzi rywalizować z gigantem gdzie mieszka 138 mln ludzi. Zawsze to mówię – Ruskie jeszcze nie raz nas wszystkich zmiotą i przykryją czapkami 🙂

  5. Odpowiedz

    Agnieszka

    27 września 2015

    Wspaniały opis wyprawy :). Ja co prawda chodzę tylko po Alpach i to nie po takich wysokościach, ale chętnie przeniosłabym się na chwilę w gruzińskie klimaty. Brak internetu niby nie powinien dziwić, nawet w Alpach są takie miejsca, ale mimo wszystko zawsze widzę zagubionych turystów w schroniskach, bo komórka nie działa :).

    • Odpowiedz

      PolakoGruzin

      29 września 2015

      Zapraszam 🙂

  6. Odpowiedz

    Nadia

    28 września 2015

    Ale widoki! Chciałabym zdobyć te szczyt, ale jak robiłam trek po Himalajach, to źle się czułam już przy 3600 m.

    • Odpowiedz

      PolakoGruzin

      29 września 2015

      Jasne, są bariery, których się nie przekroczy. Ja kocham Gruzję ale szczerze mówiąc to wcale się dobrze nie czuję na „wysokościach”, zdecydowanie wolę niziny.

  7. Odpowiedz

    kami

    28 września 2015

    uwielbiam ten pomnik, jest tak absurdalnie piękny, a lokalizacja pośrodku niczego tylko mu uroku dodaje! ale zapamiętałam go w jeszcze gorszym stanie, nie aż tak kolorowo, może go przez 4 lata trochę podciągnęli 😉 a o tym wąwozie pierwsze słyszę! pięknie się prezentuje!

    • Odpowiedz

      PolakoGruzin

      29 września 2015

      Nie sądzę żeby coś się zmieniło, to pewnie kwestia pogody i dobrego zdjęcia 😛

ZOSTAW KOMENATZ

POWIĄZANE WPISY