Street Workout : It’s all about the core!

Sport jednoczy i daje siłę. Pozwala zapomnieć o otaczającym świecie, o wszystkich problemach. Człowiek koncentruje się na treningu i celu, który przed sobą stawia. Też tak miałem bo czy można inaczej? Zacząłem w Polsce. Najpierw nieśmiało. Durne marzenie tłustego knura, podwójnie podtatusiałego dwudziestokilkulatka prędko zbliżającego się do trzydziestki. W trakcie „kariery zawodowej” roztyłem się ponad wyobrażenie. Każdy problem i stres zajadałem. Chciałem trenować mieszane sztuki walki – MMA. Irracjonalne, nie? Od dłuższego czasu oglądałem polskie gale KSW i zagraniczne UFC, śledziłem branżowe strony i blogi.

Niedawno pojąłem jak cholernie zabawny i przewrotny w swojej śmieszności jest obrazek gdy grupa mężczyzn siedzi na kanapie, zapycha się chipsami i pizzą, chleje piwo i ogląda transmisje sportowe. Oponka rośnie, perspektywa zawęża się. Najczęstsze komentarze „dawaj go, ja bym zrobił to lepiej”. Kibice piłki mają podobnie. 100% dekadencji, upadek cywilizacji.

Któregoś dnia wpisałem w wyszukiwarce „MMA BYDGOSZCZ” i okazało się, że najbliższy klub mieści się praktycznie przy mojej ulicy, pod adresem Chodkiewicza 32. Fighting Division Bydgoszcz  jest prowadzone przez trenera Tomka Krajewskiego. Tutaj zaczynał Michał „Longer” Andryszak, obecnie trenujący w Criminal13 w Inowrocławiu, który zadebiutował na ostatniej gali KSW, jeden z najczęściej walczących polskich zawodników, 6 miejsce w rankingu polskiej „wagi ciężkiej” według portalu MMA Rocks. To był kwiecień lub maj 2012. Ważyłem jakieś 85 kg przy wzroście 170 cm. Kilka miesięcy z przerwami chodziłem na treningi, starałem się jeść zdrowiej, myśleć więcej o tym, co pakuję do ust. Woda zamiast coli, owoc zamiast snickersa, sałatka z kurczakiem zamiast… wszystkiego. Ameryki nie odkryłem. Zawsze wracałem do domu poobijany ale szczęśliwy. Treningi dawały mi więcej emocji niż wyjście na imprezę. Jednak nie byłem jeszcze gotowy na prawdziwy sport. Zbyt duża waga, za mało gimnastyki. Doznałem kontuzji. Wypadłem z obiegu. Wróciłem do żarcia a dodatkowa praca za biurkiem, 6 miesięcy na etacie, dodało kolejne kilogramy.

Stałem się karykaturą samego siebie.  Ocknąłem się w kwietniu 2013, w 28 urodziny. Stan na wtedy: 96 kilogramów wagi, niezmiennie 170 cm wzrostu. Potwór i to nie ciasteczkowy. Przekląłbym ale czy wypada?! Do końca życia będę wdzięczny byłej żonie za to, że wtedy wzięła się za mnie na poważnie. To chyba był jej prezent na pożegnanie. Jako, że studiowała dietetykę, postanowiła rozpisać mi dietę, której się trzymałem. Zero pieczywa, zero ziemniaków, zero słodyczy, zero słodkich napojów. Dużo twarożków (bydgoski serek granni jest najlepszy), jakieś kefiry, kawa, wstrętna sałata, dobre pomidory, rzodkiewki, chudy kurczak, ryż. Tak w kółko. Dość szybko, szybciej niż można by się było spodziewać waga spadła do 86 kg.

Poleciałem do Gruzji, popracowałem, z kilkoma grupami zaliczyłem górskie trekkingi w upale. Piłem dużo wody, mało jadłem. Gruzińską kuchnię znam doskonale, od dziecka, więc z tą wiedzą prawie niczego nie mogłem jeść. Gdy grupa delektowała się kolejnymi pierogami chinkali lub chaczapuri – plackami z serem  popijając je kakhetyjskim winem ja wcinałem nieśmiertelne pomidory z ogórkami, ryby lub owoce z dodatkiem jogurtu pitnego Activia. Na jesieni 2013 waga spadła poniżej 80 kilogramów. Rok 2014 powitałem jako nowy człowiek. 170 cm wzrostu, 72 kilo wagi, regularne treningi. Zacząłem też biegać, w końcu wszyscy to teraz robią 😉

Od dłuższego czasu kolega Mikołaj Lech (tu namiar na jego znakomitego i unikalnego bloga o prawie i ochronie znaków towarowych, to specjalista!) namawiał mnie na trening w Calisthenics Academytutaj znajduje się ich strona na Facebooku. Słyszałem o nich wcześniej. Działali kilka miesięcy ale marketingowo umieli robić duży szum. Przeczytałem artykuł na ich temat w bydgoskiej Gazecie Wyborczej, dostali dwie strony tekstu. My z Ojcem o naszej firmie i o Gruzji w Gazecie Pomorskiej zmieściliśmy się na jednej.

Kalistenika to gimnastyka z masą własnego ciała. W końcu w przeciwieństwie do MMA nie jest to sport kontaktowy. Postanowiłem spróbować.

Powiedzmy, że coś tam słyszałem, coś tam podejrzałem w sieci. Przez kilka najbliższych miesięcy byłem świadkiem niesłychanego boomu (i cieszę się, że nie był to pierwszy boom na jakieś zjawisko, w którym uczestniczyłem, mam o czym pisać) gdy z małej sali w siłowni przy ul. Strzeleckiej wylądowaliśmy w sali gimnastycznej Gimnazjum nr 23, przy ul. Czackiego 8. Przez rok grupa urosła z kilu zapaleńców do setki i rośnie dalej. Trzy treningi w tygodniu, każdy po godzinie. Zawsze o 21 by każdy mógł zdążyć. Kto przychodził? Głównie  młodzi mężczyźni, kobiet zdecydowanie mniej, wszyscy najczęściej w wieku 16-20 lat. Tematy w szatni – matura, egzamin na prawo jazdy, studniówka – znałem to, na MMA było podobnie. W Grupie „25 +” prawnicy, lekarze, weterynarz, pracownicy firm budowlanych i meblarskich, kierownicy i jak się okazało kilka osób związanych zawodowo z turystyką. Udało się nawet złapać kilka biznesowych kontaktów, bo co integruje bardziej niż wspólna ciężka praca, wysiłek, sport? Ostatni trening zaliczyłem przed samym wyjazdem.

akademia kalisteniki

To zjawisko nie było tylko domeną Polski i Bydgoszczy. Od dłuższego czasu jest znane na świecie. W Ameryce i Europie Wschodniej. Jest bardzo popularne na Kaukazie Południowym!!!! Czym jest Street Workout? Kluczowym pojęciem jest tutaj kalistenika, czyli ćwiczenia z masą ciała. Najprościej ujmując są to pompki, przysiady, podciągnięcia i wznosy nóg. Poza drążkiem (którym może być poprzeczka bramki na boisku piłkarskim, element na placu zabaw dla dzieci, szczeble krat lub balkonu, drabina czy brama w jakimś parku przemysłowym, niektóre meble, konstrukcje, na których na Kaukazie uprawia się winorośl albo kiwi) i poręczami równoległymi (znowu można je znaleźć na placach zabaw, zestawić ze sobą dwa krzesła czy inne meble, wykorzystać szczeble czy kraty) nie potrzeba żadnego sprzętu. Wiele osób kupuje drążek rozporowy w markecie, który jest dziecinnie prosty w montażu na framudze drzwi i można go wszędzie ze sobą zabrać. Znam takich, którzy zbudowali sobie prawdziwy plac treningowy na własnym podwórku. W Gruzji również nie ma problemu z kupnem takiego sprzętu. Street Workout wynosi trening z siłowni i sal gimnastycznych na ulicę, staje się właśnie uliczną gimnastyką, poprzez wymyślne i efektowne akcje (flaga, muscle-up, front lever, back lever) trenujący mierzą się z największym ciężarem – własnym ciałem i grawitacją. Trening kalisteniczny jest również nastawiony na równomierny rozwój całego ciała. Podczas takiego cyklu treningowego pracują praktycznie wszystkie mięśnie organizmu, począwszy od stóp skończywszy na mięśniach głowy. Jak każdy sport pomaga wzmacniać siłę woli i przezwyciężać słabości. Uczy pokory, wytrwałości i zrozumienia dla własnego organizmu. Plan treningowy można rozpisać samemu i samemu trenować. Trenuje się w domu, na ulicy, na podwórku, w pokoju hotelowym, w sali gimnastycznej, wszędzie. Nikt nie powie, że nie jest w stanie znaleźć pół godziny dziennie na trening. Nie trzeba wydawać kasy na stroje, suplementy diety, odżywki, urządzenia treningowe. SW jest równy dla wszystkich i daje znakomite efekty. To właśnie źródło popularności. W Internecie jest wiele stron poświęconym tej tematyce, na Youtube są również instruktażowe filmy i treningi. W Polsce można kupić kilka książek na ten temat. Świat Street Workout ma swoje gwiazdy, mentorów i bohaterów.

Fanpage Street Workout Georgia na Facebooku ma obecnie 16 556 uczestników. Statystyki wskazują, że najwięcej wejść jest z Tbilisi i obejmuje oglądających w wieku 18-24 lat. Tutaj znajdziecie ich Kanał na Youtube. Zawodnicy są rozsiani po całym kraju, na zachodzie i wschodzie. Założyciel gruzińskiego „fanpejdża” i szef wszystkich gruzińskich zawodników Mishiko Zhvania mieszka w Poti, portowym mieście na wybrzeżu Morza Czarnego. Mishiko ma 25 lat, sporo podróżuje i dokumentuje okoliczne kraje w poszukiwaniu inspiracji do treningów, jeździ na zawody. Chwali się zdjęciami z Macedonii, Ukrainy czy Armenii. Co z resztą kraju? Na przykład Kakhetia, kolebka wina, daleko od Morza, na wschodzie Gruzji, przy granicy z Azerbejdżanem. W sieci widziałem filmik chłopaków z Dedoplistskaro (7 tyś. mieszkańców, rejony Waszlowiańskiego Parku Narodowego), którzy sami zbudowali sobie iście gimnastyczny, giętki drążek. W Telavi, stolicy rejonu (20 tyś. mieszkańców) chłopaki ćwiczą na osiedlowym podwórku, między blokami, wiatą z drewnem i garażami. Kolejny plac do ćwiczeń jest na terenach rekreacyjnych przy jeziorze Ilia’s, rzut beretem od miasteczka Kvareli. Znowu nad Morzem ekipa z Batumi ma do dyspozycji bardzo wiele: tereny do biegania i jazdy na rowerze, kilka placów wybudowanych wzdłuż bulwaru, w tym drążek z kółkami gimnastycznymi (fajna sprawa!) i można się tam natknąć na trenujących o różnych porach. W większości przypadków należy dopowiedzieć, że „po szkole”. Zajawka, jak zwykle, dotyka przede wszystkim ludzi bardzo młodych, którzy spędzają codziennie długie godziny na doskonaleniu techniki, na oglądaniu filmów w necie i trenowaniu. Deklarują oni, że nie piją alkoholu, nie palą papierosów czyli są przeciwieństwem większości swoich kolegów, których, niestety, głównym zajęciem wieczorami jest szwendanie się bez celu.

street workout

Facebook jest miejscem wymiany doświadczeń, to możliwość pochwalenia się swoimi zdjęciami i filmikiem, wrzucić film instruktażowy lub napisać o swojej diecie. W Tbilisi jest również popularne bieganie, sporo osób biega w Wake Park, gdzie mieszka dużo obcokrajowców, pracowników okolicznych ambasad. Gruzini współpracują z ekipą Street Workout Armenia. Ormianie mają na swoim Facebooku 4121 fanów. Ostatnie zawody odbywały się w Yerevaniu. Ciekawe zdjęcia zamieszczone na ormiańskiej stronie pokazywały jak ekipa sama przygotowuje sobie plac do ćwiczeń. Pełna profeska i poświęcenie choć miejsce przy drodze, po której jeżdżą auta wydaje się trochę niefortunne…

street workout armenia - przygotowanie miejsc do ćwiczeń street workout armenia - przygotowanie miejsc do ćwiczeń przez uczestników

Poza zawodami cechą Street Workoutu jest rozproszenie. Trenuje się w małych grupach po kilka osób. Nie ma dużej siłowni i karnetów, treningów na stadionach i kaset wideo z Chodakowską. Bydgoskie Calisthenics Academy jest w tym momencie bodaj jedyną organizacją na świecie, która uczy kalisteniki kompleksowo, treningi są metodyczne i dla większej grupy ludzi. Street Workout jest ponad podziałami etnicznymi, kulturowymi i narodowymi. Sport nie uznaje granic. Jednym z ulubionych powiedzonek w tym środowisku jest „sky is the limit”. Regularnie odbywają się zawody, w których uczestniczą zawodnicy z wielu krajów byłego ZSRR. Niebawem odbędą się międzynarodowe zawody w Moskwie, w których weźmie również udział reprezentacja z Polski, w tym jeden z założycieli klubu Calisthenics Academy z Bydgoszczy, Jordan Ogorzelski, 21-latek.

Należy mieć nadzieję, że zjawisko Street Workout to nie przejściowa moda, a prawdziwy sposób na życie. Nie napisałem wcześniej ale ograniczeń wiekowych też nie uświadczycie. W Rosji żyje słynny zawodnik, który ma 71 lat!!! Można go znaleźć na Youtube. Jako jeden z elementów nowoczesnego „lifestyle” kalistenika jest szansą na zmianę sposobu myślenia w całym kraju. Propaguje dobre wzorce i ciężką pracę. Poza tym wszystko jest przecież kulturą. Kultura jest podstawą społeczeństwa. Kibicuję kaukaskim społeczeństwom w ich rozwoju.

A co ze mną? Jeszcze przyjdzie czas na moje zdjęcie „before and after”. Niedługo. Nie ma wymówek :). Dalej zrzucam wagę, w lipcu 2014 ważyłem 69,8 kg. Lubię myśleć, że jestem jednym z niewielu, którzy trenują sobie samodzielnie przy muzyce The Chameleons i Killing Joke. O treningach będę pisał dalej, będę zamieszczał przykładowe treningi z omówieniami, postaram się o filmik z ekipą. Mam też na oku kolejny sport, który jest popularny i w Polsce i w Rosji i na Kaukazie Północnym.

16 sierpnia 2014

Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

POWIĄZANE WPISY