Marynarski styl życia

No dobra. Skoro ktoś zaprojektował i wdrożył model metroseksualnego a potem drwaloseksualnego mężczyzny to ja chciałbym zaproponować marynarski styl życia. Coś dla miłośników powieści z dreszczykiem & łotrzykowskiej & spod znaku płaszcza i szpady, rozproszenia magii, funu, zabawy, przygody, miękkich substancji zmieniających świadomość, buntu i fajnych tatuaży. Przedstawiam Wam projekt mężczyzny-żeglarza. Sprawdzi się.

Znacie to? Od zawsze lubiłem podróżować. Podejrzewam, że bierze się to głównie ze sposobu wychowania jaki prowadził mój Ojciec a najpewniej i jego Ojciec. Ustalmy, że od dziadka się to zaczęło. I od mojej Babci Lali.

Dziadek był obywatelem Urugwaju. Mam po nim wspaniałe pamiątki – zabytkową tykwę i bombillę, łupiny z kokosa, świetne muszle, zaschniętego konika morskiego. Pamiętam z dzieciństwa, że jeszcze jak dziadek żył to zawsze przywoziłem mu modele statków znalezionych w jajkach z niespodzianką. Nie znałem go zbyt dobrze ale jestem pewien, że nigdy się nie pogodził i nie odnalazł w życiu w wojennej a potem komunistycznej Polsce. Czasy demokracji ledwo musnął. Kto normalny po powrocie z Ameryki Południowej mógłby się tutaj odnaleźć? Babcia była córką Polaka i Gruzinki o czym pisałem już w tekście „Życie w Gruzji – jak to się zaczęło”. Urodziła się w Chinach, w Mandżurii. Kosmos, prawda?

Uwielbiam słuchać podobnych historii od turystów, których mam przyjemność gościć w Gruzji. Uwielbiam też blogi podróżnicze. Normalnie z perspektywy Polski i Gruzji łapię się na tym, że zazdroszczę innym tej Tajlandii, Afryki i Litwy na stypendium.

Wreszcie mój największy autorytet. Ojciec. To chyba zdrowy stosunek, nie? Ojciec – autorytet. Całe życie go gdzieś goniło. Od 8 lat mieszka w Gruzji i robimy razem biznes. Wcześniej żył w Krakowie, Bydgoszczy, Wrocławiu, Warszawie. Marzył o Paryżu, Wilnie, osiadł w Lagodechi. Gdy ja mieszkałem w Falenicy (tak, Falenica, mogę się chwalić teraz skoro znani faleniczanie piszą znane książki) Ojca nosiło do Niemiec. W mrocznych latach 90-tych był tak wkręcony w przewodnik po Francji, że też, siłą rzeczy, zaczytywałem się nim. Największe wrażenie zrobił na mnie opis faceta, który skoczył z wieży Eiffla okutany w wiewiórczy strój. Chciał udowodnić, że człowiek może latać. Zmarł na zawał serca kilka metrów nad ziemią. Albo inny kawałek. Grób Jima Morrisona na cmentarzu Pere Lachaise. Śmietnisko z obierek po mandarynkach. Znowu kosmos. Gdy miałem z 9 lat pierwszy raz obejrzałem „Skrzypka na dachu”. Teraz to nic – żyjemy w cywilizacji śmierci. Wtedy robiło wrażenie, szczególnie pacyfikacja Anatewki i całe to napięcie. W 1995 roku wyjechałem z Mamą na miesiąc z prowincjonalnej wtedy i garnizonowej & zapyziałej Bydgoszczy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zobaczyłem Abu Dhabi i Dubaj. Ojciec nie umiał usiedzieć na miejscu. Nie malował ze mną, nie wpatrywał się godzinami w moje koślawe zeszyty ze szkoły podstawowej w Bydgoszczy, nie uczył grać w karty. Zabierał na wycieczki. Zwiedzaliśmy ile się dało. Miałem 10-11 lat gdy ruszyłem z nim w pierwsze konwoje z pomocą charytatywną do Polaków na Litwie. Pogawędka z pijanym Rosjaninem, który próbował mówić po polsku? Przeżyłem to. Spotkanie ze sparaliżowaną malarką Anną Krepsztul? Przeżyłem to. Nędza Polaków mieszkających w Małych Solecznikach? Widziałem to. Wstrząśnienie mózgu gdy chciałem pokazać Ojcu jak skaczę do wody na główkę? I to było. Później w Kłajpedzie chciało mi się rzygać przez kilka dni. Wreszcie miesiąc w Gruzji w 2007 roku i odkrycie krainy przodków.

Tak. To mnie ukształtowało. Jestem z tego dumny, przekazuję to swoim dzieciom i najbliższym. Wychowałem się w podróży, przeprowadzałem kilkadziesiąt razy, zmieniałem miasta i według mojej rachuby żyłem we wszystkich dzielnicach Warszawy. Chciałbym żeby to było koniec, żeby port, do którego zawinąłem, okazał się właściwym.

Jaki efekt daje takie wychowanie? Nie lubię monotonii, szybko się nudzę, wolę robić wszystko po swojemu, czasem uciekam. Odkąd wszedłem na rynek zawodowy w 2004 roku nigdy nie pracowałem w korporacji. Owszem, sprzedawałem usługi Play dla firm i różne takie rzeczy ale przez małe firmy zewnętrzne.

Kilka słów o marynarskim stylu życia jaki wyznaję:

– podróż jest celem samym w sobie

– w naturze mamy ciągły ruch (to z Lecha Janerki, polecam)

– nie wolno się zatrzymać w miejscu

– wolność wymaga znacznie większej odpowiedzialności

– gardzę korpo-myśleniem i narzuconymi formami myślenia

– obowiązkowo należy słuchać Dropkick Murphy’s 😉

– nie ma rzeczy, której nie warto spróbować.

– należy mówić co się myśli

– walcz o swoje

– jesteś winny wszystkiemu, co Ciebie złego spotkało i morze Cię za to ukarze 🙂

– bunt nie przechodzi

– szanuj i doceniaj kobiety

– bądź zawsze gotowy na zmiany

– ruszaj w drogę gdy nadchodzi czas

– jak niewiele trzeba posiadać by być szczęśliwym – pisałem o tym – życie w minimalu

– klasycy Bracia Figo i Fagot śpiewali „sam sobie okrętem, żeglarzem i rybką”

Styl ubierania:

– rockowo-punkowa elegancja

– old-schoolowe tatuaże (serca, statki, rose tattoo)

– kaszkiet to podstawa

– portfel jest, telefon jest, klucze są – można ruszać w podróż

Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

4 komentarze

  1. Odpowiedz

    Michał

    26 maja 2015

    Oj zgadzam się praktycznie w 100%. Może nie mam tatuaży (jeszcze), ale marynarski styl życia całkowicie mi pasuje i podobny uprawiam 😉 Zazdroszczę ojca 😉

  2. Odpowiedz

    Łukasz | Kartka z Podróży

    26 maja 2015

    Lewy foka szot wybieraj, klar na pokładzie, a w kambuzie… (-:,

  3. Odpowiedz

    Wapniaki Wdrodze

    28 maja 2015

    Super, że znalazłeś swój styl życia (a w sumie to chyba nie musiałeś go nigdy szukać ?:)

  4. Odpowiedz

    Tresvodka.com | Chile

    29 maja 2015

    „Kto normalny po powrocie z Ameryki Południowej mógłby się tutaj odnaleźć?’ – też się czasem nad tym zastanawiam 🙂 A rodowó∂ Twoje babci cudny 🙂 Pozdrowienia z Chile 😉

ZOSTAW KOMENATZ

POWIĄZANE WPISY