Gruzińska Droga Wojenna

Jeszcze w Mcchecie, jeszcze w cerkwi Dżwari. Stoję przy balustradzie, a w głowie znowu gra zimna muzyka („trzymam mokrą dłoń, balustrada, most, już za chwilę wiem, nas tu nie będzie” – Grzegorz Kaźmierczak, Variete), i patrzę na biegnącą u podnóża góry jedyną w Gruzji drogę, którą określa się tutaj nieco na wyrost mianem „autostrady”. Droga przecina kraj w poprzek, ze wschodu na zachód – zaczyna się niedaleko Tbilisi, kończy w połowie kraju, kawałek za Gori, gdzie zjeżdża się na jednopasmówkę okraszoną owocowymi straganami, a potem, w Chaszuri, hamakami i dmuchanymi akcesoriami do pływania. Za czasów prezydentury Miszy Saakaszwilego oddawano kilometr drogi co 10 dni. Obecnie prace znacznie zwolniły. Jeszcze sporo brakuje, by droga dotarła do miasteczka Chaszuri (Khashuri), z którego rozwidlają się dwie trasy – jedna w kierunku Bordżomi i Achalcyche, czyli Małego Kaukazu przy granicy z Armenią i Azerbejdżanem, a druga do Kutaisi, legendarnej krainy Kolchidy i nad Morze Czarne.

Łapię kierunki – północ (Wysoki Kaukaz, Rosja), południe (Mały Kaukaz, Armenia, Turcja), wschód (granica z Azerbejdżanem), zachód (Morze Czarne). Cały świat. No to jedziemy.

IMAG9783

Gruzińska Droga Wojenna – od Tbilisi do Gudauri (Tbilisi–Ananuri–Pasanuri–Gudauri)

Ruszamy nazwaną złowrogo Gruzińską Drogą Wojenną na północ, przez jedyne w Gruzji naturalne przejście przez Wysoki Kaukaz, który na długości około 1200 kilometrów oddziela światy demokratycznych krajów Kaukazu Południowego (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan) od również zamieszkiwanych przez górali krajów siłą wcielonych w struktury Federacji Rosyjskiej. Pasma górskie rozciągają się od Morza Czarnego i Azowskiego na zachodzie i wpadają do Morza Kaspijskiego na wschodzie. Na krańcach można przecisnąć się z jednej strony przez separatystyczną Abchazję, gdzie leży nieuznawana przez Gruzję i większość świata granica z Rosją, albo przez Azerbejdżan. Wte i wewte cholernie daleko – z lewej mandarynkowy zapomniany raj, z drugiej kraj muzułmański, gdzie lokalsi modlą się do lwa w ZOO, który rzekomo ryczy „Allah”. Jest jeszcze tunel w separatystycznej Osetii Południowej, chrześcijańskiej republice, która zapragnęła dołączyć do swoich muzułmańskich braci na północy, gdzie nikt na nich nie czekał.

Kto może, ciśnie więc przez odcinek łączący Tbilisi z leżącym w Osetii Północnej Władykaukazem, słynną twierdzą założoną za carskich czasów, której celem istnienia było narzucenie jarzma niepokornym plemionom i kontrolowanie istniejących od stuleci szlaków kupieckich. Dzień w dzień ciągną tędy tysiące tirów na ormiańskich, gruzińskich, rosyjskich, ukraińskich, azerbejdżańskich i niezidentyfikowanych rejestracjach z Azji Centralnej. Zmieniają się wpływy polityczne, trwają wojny, obalane są rządy, zamykane i otwierane granice, ale handel trwa i kwitnie. Dla turystów podróżujących po Gruzji droga prowadzi prosto pod słynny pięciotysięcznik – uśpiony wulkan – Kazbek (5047 metrów), majestatyczną górę z wieloma interesującymi legendami i tradycjami wspinaczkowymi, gdzie w sezonie maszerują dzielnie dziesiątki zdobywców.

Gruzińska Droga Wojenna to starożytny szlak wykorzystywany od zawsze do wędrówek ludów, przerzucania wojsk i handlu. Używana obecnie nazwa swoje początki bierze w XIX wieku, gdy wszystkimi okolicznymi terytoriami władali Rosjanie.

Jedziemy z Tbilisi do położonego na wysokości około 2200 metrów n.p.m. zimowego kurortu Gudauri. Płaska jak deska dolina szybko ustępuje wzniesieniom, krajobraz zmienia się z minuty na minutę. Pierwszym przystankiem jest zbiornik wodny Żinwali, jedna z największych elektrowni wodnych w Gruzji, a także twierdza Ananuri (XVI–XVII wiek), leżąca jakieś 70 kilometrów od Tbilisi. Ananuri było świadkiem kilku pogromów w XVIII wieku, kiedy ciemiężeni chłopi buntowali się przeciwko swoim władcom. Nikt się nie patyczkował. Z pieśnią na ustach wyżynano wszystkich. Jedni zdobywcy wkrótce sami zostali ofiarami. Wąż Uroboros dławił się ogonem.

Poza głównym obiektem warto zejść w kierunku jeziora Żinwali. Gruzini podjeżdżają tu samochodami – gdyby mogli, wjechaliby do wody. Można się kąpać, o dziwo nie znajdziesz tu jednak żadnej żeglugi, o co często pytają mnie turyści. Warto zajrzeć do zniszczonych, urokliwych budynków, w tym jednej pustej cerkwi.

IMAG5415 IMAG5416

IMAG9786 IMAG9787 IMAG9792 IMAG9797

IMAG5412

Nieco dalej na trasie – 90 kilometrów od Tbilisi, w miasteczku Pasanauri – jest piękne miejsce, gdzie łączą się dwie rzeki, Czarna i Biała Aragwi. Obie niosą barwiące je substancje mineralne, co daje wspaniały efekt.

IMAG5418

Gudauri

Nocujemy w Gudauri, które jest nazywane kurortem, ale należy przyjąć, że odwołujemy się do poziomu typu „Polskie Rytro w 1992 roku”. Jest tu kilkanaście hotelików i pensjonatów. W trakcie sezonu zimowego większość turystów przyjeżdża z Ukrainy. Można też tu spotkać słynne gruzińskie widoki, które nieodparcie kojarzą się z Indiami. 🙂 Według koncepcji jeszcze z czasów sowieckich Gudauri miało przyciągnąć zachodnich turystów. Sprowadzono ekspertów z Austrii, którzy wybudowali hotele i wyciągi narciarskie. Stąd można wyruszyć pod dwa kaukaskie szczyty – Sadzele (3260 metrów n.p.m.) i Kudebi (3008 metrów n.p.m.) – na zboczach których jest około 35 kilometrów tras zjazdowych.

Tutaj przenocujemy.

IMAG4723

IMAG9800 IMAG9801

Świetnym i popularnym rozwiązaniem są dostępne w Gudauri i położonej dalej Stepancmindzie loty na paralotni. Oczywiście dostępne w mojej ofercie. 🙂

Na zdjęciach loty nad Stepancmindą, a w tle dumny wierzchołek Kazbeku, o których napiszę kolejnym razem.

IMG_4622

IMG_4643

Rafting w Gruzji

W zależności od wybranego poziomu trudności i rzeki, na której odbywają się spływy, mogą one trwać od półtorej do trzech–czterech godzin. Odległości mogą wynosić od 10 do nawet 35 kilometrów. Najczęściej organizuje się rafting na rzekach Aragwi (w okolicy miasteczka Pasanauri na Gruzińskiej Drodze Wojennej), Mtkwari (w rejonie skalnego miasta Wardzia) i Rioni (w pobliżu miasta Kutaisi). Z uwagi na warunki atmosferyczne spływy odbywają się od połowy kwietnia do połowy października. Żeby skorzystać z oferty, należy mieć ukończone 15 lat. Ceny wynoszą od 25 do 50 USD za osobę. Minimalna liczba uczestników to osiem osób. 

gallery414 gallery415


Zobacz także SPIS TREŚCI, gdzie znajdziesz wszystkie pozostałe wpisy o zabytkach Gruzji, jej historii i kulturze


Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

ZOSTAW KOMENATZ

POWIĄZANE WPISY