Achalciche – stolica gruzińskich ziemniaków

Droga jest prawie w całości odnowiona, niewielki odcinek nie został jeszcze pokryty asfaltem. Inne są te krajobrazy niż w Kachetii czy okolicach Kazbegi. Inne dekoracje pokrywają całą widzialną przestrzeń. Jest zielono, bardzo zielono – w końcu to tereny największego Parku Narodowego w Gruzji i jednego z największych w Europie, jeśli oczywiście przyjmiemy, że Gruzja leży w Europie, a to dyskusyjna sprawa.

Po prawej stronie, 17 kilometrów za Borjomi, mijam zjazd na Zielony Monastyr zwany Timotesubani (XII wiek), urokliwą katedrę ukrytą w lesie. Rzadko mam czas, żeby odbić z trasy i tam pojechać, ale szczerze polecam.

green monastery

Po lewej stronie znajdują się ruiny twierdzy Petresciche. Na tych terenach przez wieki kotłowali się Turcy Osmańscy. Zresztą do Turcji to już rzut beretem czy butelką przedniej czaczy. Z Achalciche jest niewiele ponad 20 kilometrów do przejścia granicznego, a dalej ciągną się historyczne ziemie królestwa Tao-Klardżeti (IX wiek). Niby Turcja, ale jednak to Gruzja.

Przejeżdżam przez przejazd kolejowy. Nigdy nie widziałem tu żadnego pociągu, ale w budce na wersalce śpi dróżnik. Czeka na Godota i z nudów liczy wypchane warzywami auta – one potato, two potatoes, three potatoes…

W oddali widać światła miasta. Jesteśmy w Achalciche, nazywanym również Achalcyche, stolicy gruzińskich ziemniaków.

Zwiedzanie Achalciche (gruz. ახალციხე)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W ostatniej części reportażu „Pierwszy miesiąc w kraju przodków” opisywałem zabawną anegdotę, jaka spotkała mnie kiedyś w Achalciche. W centrum miasteczka działa Związek Polaków Południowej Gruzji. Organizacja ma swoją świetlicę, gdzie młodzież uczy się języka polskiego, a także pokój gościnny, w którym spędziłem kiedyś noc. Poza przekazaniem darów, które rozwoziłem w ramach akcji charytatywnej, i spotkaniem z przedstawicielami organizacji moją uwagę przykuli leciwi Gruzini, którzy przylepieni do ławeczki na skwerze gniewnie zerkali na Ojca i na mnie, gdy zajmowaliśmy miejsce na nocleg: pokój z wielkim telewizorem – oknem na świat. Wśród dziesiątek kanałów najwięcej naliczyłem tureckich programów dla panów, gdzie swoje wdzięki prezentowały panny piękne jak marzenie, a zwyczajowo zapikselowane elementy ciał miały odkryte i świeciły wszystkim, co natura dała.

Nie dziwię się, że staruszkowie byli niepocieszeni, że tej nocy zostali odcięci od największej atrakcji w organizacji – oczywiście drugiej atrakcji po lekcjach języka polskiego. 😉

rabati

W ogóle te noclegi w Achalciche to temat na osobną dyskusję. Przyznaję, że spałem albo byłem praktycznie we wszystkich hotelach i hostelach w mieście. Wiele jest takich, które opierają się na lichej desce. Wystarczy obejść budynek dookoła, odnaleźć wspornik, kopnąć i hotel się przewróci jak domek z kart. Innym razem na śniadanie gospodyni podała kilkunastoosobowej grupie turystów jednego pomidora do podziału. Wkurzyłem się jak nigdy, poszedłem do sklepu i kupiłem wszystko do jedzenia, bo za żadne skarby z tym babsztylem się nie mogłem dogadać. Nocleg i śniadanie były opłacone. Trzeba uważać. Poważnie.

Korzenie miasta sięgają IX wieku, zostało ono założone przez Ormian, których diaspora do dziś jest liczna. Niegdyś nazywało się Lomsia, o czym przypomina nazwa pięknego hotelu w centrum. W XVI wieku Achalciche opanowali Turcy. Przez kolejne wieki ze zmiennym szczęściem stanowiło ono ważny punkt w regionie i pozostawało pod wpływem Imperium Osmańskiego, by w trakcie wojny turecko-rosyjskiej w 1829 roku powrócić do „zjednoczonej” przez Rosjan Gruzji. Później w powstałym garnizonie służyło wielu zesłańców z Polski, co czyniło miasto drugim największym po Tbilisi skupiskiem naszych rodaków w Gruzji. Żeby było śmieszniej, z uwagi na surowe zimy Achalciche i okolice są nazywane „gruzińską Syberią”. Chichot losu, że właśnie tutaj trafiali zesłańcy z Powstania Styczniowego.

IMAG9858

Gdyby nie w cukierkowy sposób odnowiona cytadela Rabati, to nie byłoby tu czego zwiedzać. Na terenie twierdzy zwiedzanie dziedzińca jest bezpłatne, dopiero za wejście do górnej części zapłacimy 5 GEL. Warto tam zajrzeć dla zamku rodziny Dżakeli z muzeum regionu Samcche-Dżawachetii oraz dla meczetu. W lato w Rabati działa amfiteatr i organizowane są liczne imprezy.

IMAG9860

Z Achalciche pochodził ojciec słynnego piosenkarza Charlesa Aznavoura, który zresztą powiedział kiedyś „gdybym mógł urodzić się drugi raz, to chciałbym urodzić się Gruzinem”. Pan Aznavourian doczekał się nawet swojej własnej gwiazdy na dziedzińcu w Rabati.

IMAG9865

Mroczna karta w historii

Gruzja przez 1500 lat była areną krwawych najazdów, pogromów i zdrad. Pewnego rodzaju odbiciem stuleci napadów przez sąsiadów z Turcji i kwestią, która do dziś wzbudza wielkie kontrowersje, była dokonana w 1944 roku deportacja 115 tys. Turków mechetyjskich, którzy zostali wysłani do Azji Centralnej. Represje trwały od 1920 roku, Gruzini zmuszali ich do zmian nazwisk i asymilacji. Józef Stalin zarzucał żyjącym tu „od zawsze” Turkom kolaborację z armią niemiecką w czasie II wojny światowej. Na trasie wielkiej wędrówki ludu zginęło około 17 000 ludzi. Do dzisiaj w tej sprawie wybuchają konflikty, ponieważ zarówno achalcychscy Gruzini, jak i Ormianie odmawiają potomkom wygnanych prawa, by wrócić do porzuconych domów. Wszystkim, którzy znają słynną gruzińską gościnność i otwartość, ta mroczna karta w historii nie mieści się w głowie. Tym bardziej to szokujące, że Gruzini, którzy wycierpieli się jak mało kto, nie otworzyli granic w 1989 roku, gdy Turcy meschetyjscy padli ofiarą pogromów w Uzbekistanie. Ich tułaczka po świecie nie ma końca. Ciekawostką, na którą zwracają uwagę liczni antropologowie, jest fakt, że Turcy meschetyjscy pochodzą od gruzińskiego plemienia Meschów, które zasymilowało się z Turkami Seldżuckimi. Słowem to sturczeni Gruzini! Nie pomóc braciom – brzydko, kochani Gruzini, kurewsko brzydko…

Najlepsze ziemniaki są w Achalciche

Za czasów radzieckich eksperymentowano w Achalciche z sadownictwem i w jednej ze starych książek o Kaukazie wyczytałem, że miasto mogło się pochwalić czterema gatunkami jabłek. Wielokrotnie pytałem o to znajomych i niestety nikt tej informacji nie potwierdził. Każdy jednak zna i chwali najlepsze w kraju ziemniaki, po które przyjeżdża się właśnie tutaj. Są soczyste, pięknie pachną, robi się z nich doskonałe frytki, a smażone w kosteczkę stanowią znakomitą zagrychę do wódeczki. 🙂

Na liście MUST-SEE w Gruzji jest położony niedaleko zespół klasztorny Sapara, wielka twierdza Chertwisi oraz oczywiście skalne miasto Wardzia, do którego trzeba dojechać około 60 kilometrów w stronę granicy z Armenią. Na upartego można też pchać się na skróty do Batumi (112 kilometrów), ale droga przez Mały Kaukaz jest w fatalnym stanie, nadaje się raczej tylko dla samochodów terenowych. Strach złapać tam jakąś awarię samochodu – ja jeżdżę zawsze okrężną drogą przez Kutaisi (326 kilometrów).


Zostawiam Was sam na sam ze zdjęciem z Wardzi. Niech zadziała na wyobraźnię. Zapraszam też niebawem do przeczytania artykułu o tym zjawiskowym miejscu.

gallery41


Zobacz także SPIS TREŚCI, gdzie znajdziesz wszystkie pozostałe wpisy o zabytkach Gruzji, jej historii i kulturze


Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

4 komentarze

  1. Odpowiedz

    KasiaN

    14 listopada 2015

    Nieprawdopodobne! Nie wiem nic o Gruzji, ale gdybym widziała same zdjęcie bez tekstu, to w życiu nie pomyślałabym, że to właśnie ona! Ciekawa jestem zapowiadanej relacji!

  2. Odpowiedz

    Łukasz | Kartka z Podróży

    14 listopada 2015

    Dzięki za ciekawy wpis. Historia Gruzji jest dość skomplikowana i duża zasługa w tym także i ZSRR. Kiedy się podróżuje po kraju, to naprawdę różne opinie można zasłyszeć. I jak sam piszesz, jest gdzieś jeszcze ta skryta nuta goryczy.

  3. Odpowiedz

    Natalia I Zapiski ze świata

    16 listopada 2015

    Co za pani gospodyni 😀 Ale skoro te ziemniaki takie pyszne, to zamiast jednego pomidora mogła Wam dać do podziału ziemniaka chociaż.

  4. Odpowiedz

    Nadia

    17 listopada 2015

    Cudowne widoki. A do tego te ziemniaki? Pojechałabym tam chociażby dla nich 😉

ZOSTAW KOMENATZ

POWIĄZANE WPISY