7 książek – proza

Na 30 urodziny wymyśliłem podsumowanie, które przyda się mnie i moim najbliższym, by mogli dowiedzieć się, co dotychczas wywarło na mnie największe wrażenie i najbardziej ukształtowało. Na pierwszy ogień idzie literatura – proza i (w następnym tekście) poezja.

Bez czytania nie wyobrażam sobie życia. Miłością do książek zaraziła mnie Mama a jej domowa biblioteka niezmiennie wywołuje zazdrość & zachwyt wśród znajomych. Chwała jej za to!

Zacząłem bardzo wcześnie bo już w wieku 3 lat. Wszystko po to by samemu zabrać się za opowieści o Tomku Wilmowskim. Na pewno to pamiętacie. „Tomek w krainie kangurów”, „Przygody Tomka na Czarnym Lądzie”, ‚Tomek na tropach Yeti” i sześć pozostałych części. Gdy pisałem o marynarskim stylu życia to nie wspomniałem o tym, że również dzięki „Tomkom” tak bardzo kocham podróże. Przez kilka lat byłem zafascynowany uniwersum „Star Wars” i „Forgotten Realms”. Do fantastyki wróciłem wiele lat później za sprawą „Gry o Tron” George’a R.R. Martina, „Pana Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza, cyklu o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego i „Metro 2033” Dmitrija Głuchowskiego. 

Bardzo szybko wziąłem się za współczesną literaturę. Kanon lektur szkolnych w podstawówce i liceum okazał się niewystarczający. Z nich najlepiej wspominam twórczość Alberta Camusa. „Dżuma” to jedna z najważniejszych książek zaraz za moim podium. Podobnie Bruno Schultz i Franz Kafka. Należałem do grona uczniów, którzy mieli za każdym razem 5 z polskiego i 1 z matematyki. Taka karma.

Sięgałem po Milana Kunderę, Kurta Vonneguta, Johna Irvinga, Williama Whartona, Iana McEwana, Jonathana Carolla. Później wybierałem skandalistów – Michela Houllebecqa, Chucka Palahniuka, Charlesa Bukowskiego, Williama S. Burroughs’a. W czasie studiów chłonąłem Amosa Oza i Jurija Andruchowycza. Nie mogę nie wspomnieć o amerykańskich beatnikach. Wróciłem w ostatnich tygodniach do Jacka Kerouaca i jego słynnych powieści „W drodze” i „Włóczęgów Dharmy”.

Niedawno przez moje ręce i głowę przeszły kolejne powieści Davida Mitchella – „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta” i „Konstelacje”. Autor zasłynął dzięki zekranizowanemu „Atlasowi Chmur”.

Zawsze wspierałem też pisarzy polskich takich jak Mirosław Nahacz, Dorota Masłowska, Tomasz Piątek, Jakub Żulczyk, Łukasz Orbitowski. Czytałem ich opowiadania i pierwsze większe publikacje w prasie literackiej. Sam pisałem (i piszę) wiersze ale cholernie zazdrościłem (i zazdroszczę) prozaikom ich potoczystości i siły przekazu.

Aktualnie sporo uwagi poświęcam światowej i polskiej literaturze feministycznej. Doszedłem w końcu do wniosku, że kobiety też umieją dobrze pisać.

Gdybym miał przyjąć jakiś schemat co do wybieranych pozycji to chętnie sięgam po wszelkiej maści buntowników, bardzo cenię też realizm magiczny w każdej postaci. Lubię eksperymenty, poszukiwanie siebie i przekraczanie granic, literackie transgresje. Jestem również ogromnym fanem wszystkich reportaży podróżniczych, które ukazują się w Polsce nakładem wydawnictwa „Czarne”. Najchętniej wybieram te o wschodzie – Kaukazie, Azji Centralnej, Rosji, krajach byłego ZSRR.

Tyle słowem wstępu.

bookshelf-413705_640

Oto lista najważniejszych książek, które dotychczas przeczytałem. Polecam i życzę miłej lektury. 

Milan Kundera „Żart” (1967)

Pierwsza powieść czeskiego autora. Dla mnie znacznie lepsza niż „Nieznośna lekkość bytu”. Za sprawą tytułowego żartu, w formie notki na przesłanej do dziewczyny pocztówce, życie głównego bohatera wypada z ustalonego w komunistycznej Czechosłowacji obiegu. Ludvik Jahn postanowił zakpić z socjalizmu, w który głęboko wierzył. Poczucie humoru okazało się jego gwoździem do trumny. Później wszystko wydarzyło się jak w komediodramacie. Po wielu latach Jahn wraca  we wspomnienach do swojej młodości by zrozumieć gdzie popełnił błąd i w jaki sposób przegrał swoje życie. Pytanie o jego sens a także seks, młodość i złudzenia to najważniejsze wątki w powieściach Kundery.

Salman Rushdie „Szatańskie Wersety” (1988)

Kontrowersyjna powieść, za którą ginęli ludzie. Do dzisiaj zakazana w wielu krajach muzułmańskich. Salman Rushdie, rzekomo, zakpił i skrytykował Islam, opisując słynne wersety Koranu, które zostały objawione Mahometowi przez Szatana, który ukazał się pod postacią archanioła Gabriela. Najważniejszym wątkiem, który zapamiętałem był ten dotyczący „płaskostopia” jednej z bohaterek, alpinistek, która zdobyła któryś z ważnych szczytów. To wydarzenie okazało się tak istotne i ostateczne, że już nigdy nie mogło zostać powtórzone. Człowiek osiągnął swój kres a przecież życie miało jeszcze trwać dalej. Czy jest to możliwe? Realizm magiczny, dobro i zło, wątki religijne, kulturowy koktajl. Czego chcieć więcej od wielkiej literatury?

Ian McEwan „Betonowy Ogród” (1978)

Duszny, miażdżący i dla wielu obsceniczny. Tak debiutował Ian McEwan, którego, na własny użytek, nazywam angielskim Kunderą. McEwan jest zimniejszy, bezlitosny, pozbawiony czeskich oparów absurdu i tej kunderowskiej delikatności. „Betonowy ogród” to senny koszmar, ociekający surrealizmem. Czwórka niepełnoletniego rodzeństwa jest skazana na przejęcie dorosłych ról. Aby nie doprowadzić do rozpadu rodziny i pobytu w domu dziecka umieszczają oni ciało zmarłej matki w wielkim kufrze w piwnicy, który zostaje zalany cementem. W otępieniu mijają kolejne upalne dni angielskiego lata. Cała gama dziwacznych zachowań, seksualna fascynacja i frustracja między najstarszymi dziećmi, wreszcie pękający beton w kufrze w piwnicy i… zaskakujący finał. Wiele powieści McEwana zostało z powodzeniem sfilmowanych.

Kurt Vonnegut „Rzeźnia nr pięć” (1969)

Przeczytałem wszystkie powieści Vonneguta ciągiem aż zaczęły mi się mieszać wątki. Spróbowałem więc znowu i za największe dzieło uważam „Rzeźnię nr pięć”. Wybieram postmodernizm pełną gębą, literacką homogenizację i podwójne kodowanie tekstu. Kosmici, podróże w czasie i historyczne bombardowanie Drezna w czasie II Wojny Światowej. O tym czytamy. Vonnegut jako świadek wydarzeń z Niemiec z z 13 na 14 lutego 1945 roku potrzebował ponad 20 lat by literacko zmierzyć się z tym, co zobaczył. Bohater powieści – Billy Pilgrim jest człowiekiem, który wypada z czasu, snuje opowieść, która wydaje się chaotyczna. Przeżył horror wojny, o którym nie może zapomnieć, próbuje wieść normalne życie ale regularnie jest porywany przez kosmitów i  trafia na nieznaną planetę Tralfamadorię gdzie jest pokazywany w ZOO, wreszcie podróżuje w czasie i nigdy nie wie, w który moment swojego życia trafi. Niesamowite koncepcje czasu i przestrzeni, stosunek do śmierci oraz brutalne zmieszanie realizmu i fikcji. Za to kocham Vonneguta.

Michael Ende „Niekończąca się historia” (1979)

Powrót do dzieciństwa. I znowu w moim zestawieniu motyw „baśniowości świata”, którą tak bardzo wielbił kultowy aktor Zdzisław Maklakiewicz i dlatego, jak twierdził, pił. By poczuć. Każdy pamięta film „Neverending story” i tę drażniącą piosenkę Limahla. Przymknięte oczy i cholerny blond fryz. Oszukiwałbym gdybym pominął „Niekończącą się historię”. To prawdopodobnie najważniejsza książka w moim życiu. Wyznaczyła kierunek, pomogła w najtrudniejszych chwilach. Tego syfu, w którym żyjemy nie można przecież wziąć zupełnie poważnie. Musi być coś więcej, jakaś mistyka, prawda?

Alfred Szklarski – cykl o przygodach Tomka Wilmowskiego (1957-1994)

Trudno wybrać najlepszą część. Wszystkie są genialne. Muszę je znowu przeczytać i zarazić „Tomkiem” kolejne pokolenie.

Stanisław Lem „Niezwyciężony” (1964)

Geniusz. Największy poeta fantastyki naukowej. Wirtuoz języka i filozofii najwyżej próby. Stanisław Lem. Przekonałem się o tym ponownie gdy wysłuchałem wydanego w 2013 roku audiobooka, w którym narratorem jest Krystyna Czubówna.

Jedną z najczęściej powtarzanych anegdot dotyczących Lema jest ta związana z amerykańskim pisarzem Philipem K. Dickiem, który twierdził, że to niemożliwe żeby mógł istnieć i pisać tak wybitny twórca jak Lem i że najpewniej to sekretny program KGB i kierowanych przez niego kilku autorów. A jednak! Lem był tylko jeden i tylko on tak potrafił.

W poszukiwaniu zaginionego statku „Kondor” na planecie Regis III ląduje krążownik „Niezwyciężony”. Podczas zwiadu okazuje się, że załoga „Kondora” zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach a przed śmiercią wszyscy stracili pamięć. Bohaterom powieści przyjdzie zmierzyć się z jedyną inteligentną formą życia na planecie, którą są miniaturowe roboty, łączące się w zbiorowiska wielkości chmur, zaprogramowane by niszczyć. W wyniku działania pola magnetycznego używanego przez roboty ludzie tracą zmysły. Obserwacje badaczy wskazują na to, że owa forma życia funkcjonuje na zasadzie zbiorowej świadomości, zupełnie jak u owadów. Niesamowite, przewrotne i po ludzku piękne.

A tu można wysłuchać fragmentu:

Krzysztof Nodar Ciemnołoński

Szukasz najlepszej oferty wyjazdu do Gruzji i Armenii? Pomogę Ci zorganizować przygodę życia. Skontaktuj się ze mną - krz@polakogruzin.pl - tel. 792 004 069.

1 Comment

  1. Odpowiedz

    Lukasz

    2 lutego 2016

    Wiele z książek, o których wspominasz pokrywa się z moimi literackimi zainteresowaniami. Zastanawia mnie, czy celowo pominąłeś Stasiuka, czy jeszcze po niego nie sięgałeś? Podobnie z Kapuścińskim. Ja mam względem nich mieszane uczucia, zależy od książki, niemniej warsztatowo na polu literatury podróżniczej/reportażu są warci uwagi 😉 A ze świeższych autorów to koniecznie sięgnij po Ziemowita Szczerka!

ZOSTAW KOMENATZ

POWIĄZANE WPISY